środa, 28 listopada 2012

Atma - Maria Rodziewiczówna

Doczytałem kolejną książkę Rodziewiczówny i tym razem nie napiszę o niej nic, prócz cytatu z książki, który powie nam o niej wszystko a który bardzo mi się spodobał, bo do dziś jest żywy.

"A od Boga trzeba wszystko wdzięcznie przyjąć, choć zda się nam złe, ale On tylko dobre daje, ino poczekać, pocierpieć, a okaże się, że dobre."

Bo czyż taka nie jest prawda?

Polecam każdemu, książka jak zwykle niezapomniana.


piątek, 26 października 2012

Czarownica - Anna Klejzerowicz

To nie jest recenzja a moje odczucie na temat książki:

Po książkę Anny Klejzerowicz „Czarownica” sięgnąłem z wielu powodów. Po pierwsze: okładka mnie powaliła na kolana, po drugie: chciałem wiedzieć jak pisze kobieta, która wcześniej napisała parę kryminałów a teraz zmieniła kierunek.
Z początku książka wydała mi się taką sielanką w stylu „Nigdy w życiu” (już po wybudowaniu domu), z tym że teraz to nie żadna Judyta w niej występowała i przede wszystkim nie była to kobieta (w większości to one grają pierwsze skrzypce) a Michał, facet, który pewnego dnia zostaje zauroczony wsią, oraz kobietą mieszkają w małym, dziwnym domku.
Historia na pierwszy rzut oka może banalna: ja przyjadę na wieś, ty zakochasz się we mnie, ponieważ ja kocham ciebie już od dawna, razem wybudujemy dom i będziemy żyli szczęśliwie niczym w bajce. A jednak nic banalnego na stronach tej książki nie znalazłem.
W miarę czytania opowieść wciąga czytelnika coraz bardziej. Kiedy sytuacja zaczyna się komplikować, zaczynamy żyć historią opisaną na kartach tej magicznej książki.
Z opowieści czuć tchnienie wielkiej miłości autorki do zwierząt a przede wszystkim do kotów. Ostatnio szedłem sobie przez Pragę i nagle patrzę a tu w oknie, tuż na wprost mnie, siedzi sobie szary kot i przygląda mi się ciekawie, lekko przechyliwszy głowę. Stwierdziłem ze śmiechem, że koty właściwie niczym nie różnią się od ludzi: i my przesiadujemy w oknach i obserwujemy co się za nimi dzieje na naszej ulicy... W książce tej mamy wiele pięknych przykładów zachowań tych mądrych zwierząt, które potwierdzają moje spostrzeżenie, które zna od zawsze cały świat. Dziwię się, ponieważ dziwi mnie wszystko, nawet padający deszcz czy wyrosła marchewka dopiero co wyrwana z ziemi. Zresztą, wydaje mi się że Autorka sama kiedyś (w innym życiu) musiała być taką kotką, Annuszką może nazwaną...
W miarę czytania przepadłem kompletnie, zakochałem się do książki i do bohaterów a kiedy jeszcze potem nastąpiła „ta” sytuacja z psem, czułem jak mi bije mocno serce. Też kiedyś byłem w podobnej sytuacji i choć tu kończy się wszystko dobrze, u mnie było na odwrót...
Nie żałuję, że sięgnąłem po książkę, warto było przeczytać tę opowieść i wydać kasę na polskiego autora. Najbardziej kojarzy mi się z nią słowo: ciepło. To miła, sympatyczna książka, ciepła, kolorowa, barwna, świeża, pachnąca wsią. Uwielbiam wieś, kiedyś będę miał domek w takim miejscu i parę zwierząt, ogród... To pozytywna i doskonale skrojona opowieść o ludzkich losach i kręcących się obok nas zwierząt. Przecież wszyscy, jak nam ukazuje Autorka, jesteśmy jedną częścią: pochodzimy z tego samego świata i każdemu dane jest przeżyć to życie w swój sposób...
Zdecydowanie polecam i, niestety muszę przyznać, że jestem zmuszony sięgnąć po inne książki Anny Klejzerowicz.


czwartek, 11 października 2012

Książki do szuflady!

Moje nowe książki, pochodzące z ostatnich miesięcy, leżące jak śledzie w szufladzie:

Melancholii
Ta głupia
Na złość
Teraz rozumiem swoją matkę
Przeklęty las
Latarnia morska...

Aktualnie pracuję nad:

Pełnią
Hybrydą
Krwawym deszczem

W kolejce czeka 20 kolejnych do napisania...

A szuflada się zapełnia... haha.

I jak tu przestać pisać?

wtorek, 9 października 2012

Miał być koniec...

Dziś postanowiłem zaprzestać pisania... nie bloga oczywiście, ale swoich nowych powieści.
Ostatnimi czasy mam nawał pracy, czas zaczął galopować tak prędko, że nie mam czasu nawet się obejrzeć za siebie. Wszystko się zmienia, może i ja się zmieniłem.
Dziś przyszedłem do pracy i ot, tak sobie, rozwinąłem konwersację z kolegą o końcu świata. Od tego tematu przeszliśmy do zupełnie innego i tak powstała moja nowa książka, której jeszcze nie ma ale gdzieś tam już istnieje. Moja ostatnia pewnie, ale zawsze może być najlepsza.
I tak dziś powstał prolog do Pełni. Książka będzie zwariowana i zupełnie inna od tego co dotychczas napisałem, jestem ciekawy co z tego wyniknie. Powstał nowy świat, bohater nie wie, że jego dotychczasowy świat to już nie taki sam świat a jeszcze wszystko to, co było wczoraj, dziś już odeszło w zapomnienie i nigdy nie wróci. Pojawią się ci, nzawijmy ich na razie aby zbyt wiele nie zdradzać, Inni, a potem okazuje się, że są jeszcze Tamci. A wszystko to toczy się w blasku księżyca. Bo właśnie nastała pełnia ale nie taka pełnia jaką wszyscy mają na myśli...
Wampiry? Wilkołaki? Potter? Nie... coś jeszcze lepszego!
Na pewno Was zaskoczę!

niedziela, 22 lipca 2012

Siostra Faustyna Biografia Świętej


Jestem po lekturze Faustyny, biografii świętej, napisanej przez Panią Czaczkowską. Kiedy zobaczyłem książkę w internecie, wiedziałem, że muszę ją mieć. Zapaliła się we mnie chęć posiadania więc bez względu na cenę, przy zaskoku do Polski, kupiłem i dumnie wiozłem do domu.
Myślę, że Świętą Siostrę Faustynę znają wszyscy i nie trzeba jej nikomu przedstawiać. To pierwsza biografia świętej. Czyta się jednym tchem, książka ma w sobie moc i siłę. Jest napisana pod wpływem Ducha, zapiera dech w piersiach i doprowadza do łez. Już dawno nie czytałem żadnej biografii pod wpływem takiego zafascynowania. Długo też nie natrafiłem na książkę, w czasie czytania której przebiegałyby mnie dreszcze. Płakałem chyba sto razy.
Kim była Siostra Faustyna? Jak żyła? Co nam przekazała i kim się stała już za życia, jaką siłę w sobie nosiła i jak wielką wiarę. Lektura obowiązkowa, ponieważ niesie, również jak Dzienniczek Świętej Siostry Faustyny, przesłanie o wielkim miłosierdziu.
Ta książka to skarb. Nigdy się jej nie pozbędę. Choć nie jestem, niestety, maniakiem wiary, to jednak pozycja ta dała mi niezłego kopa. Dzięki tej książce wiele zrozumiemy, nauczymy się czegoś i poznamy dobro w czystej postaci. Dzięki niej będziemy chcieli lepiej żyć.

Tutaj, można zobaczyć samą autorkę, opowiadającą o powstaniu książki!

Jezu, ufam Tobie!

sobota, 21 lipca 2012

Płatki na wietrze - V.C.Andrews


Uprzedzam, że to nie jest recenzja, nie po to powstał ten blog.

Druga część traktująca o rodzinie Dollangangerów zaczyna się spokojnie. Pewne rzeczy muszą biec swoim torem, coś się musi zmienić, coś pozostać takie, jakim było. Okiem głównej bohaterki śledzimy życie tej nieszczęśliwej rodziny, która po opuszczeniu swojego więzienia, tak naprawdę nie potrafi żyć normalnie. Dlaczego? Ponieważ poddasze naznaczyło ich na całe życie.
Carrie przeżywa swój tragiczny i nieszczęśliwy żywot, nie mogąc pogodzić się ze swoim losem. Spotkanie po latach matki, doprowadza ją do tragicznego finału.
Chris nie potrafi zapomnieć o swojej siostrze oraz o miłości i pożądaniu, jakie do niej czuje.
Catherine pragnie osiągnąć swój cel ale najważniejsza w jej życiu staje się zemsta na matce. Kiedy dochodzi do finalnego spotkania i ogromnej tragedii, wiadomo, że to jeszcze nie koniec.
Chyba nigdy w żadnej książce nie padły okrutniejsze słowa z ust matki, skierowane do swych dzieci.
Książka roztacza przed nami żywy obraz tego co się dzieje w jej zapisanych kartkami wnętrzu. Po raz drugi nie potrafię przemóc się przed uczuciem niesmaku i litości. Książka wyjątkowa, w niczym nie odbiega od doskonale napisanej pierwszej części.
Właściwie brak mi słów na pisanie. Tę książkę każdy musi przeżyć sam. Ta książka pozostawi w każdym wrażliwym człowieku niezmywalny ślad.

piątek, 6 lipca 2012

Wynurzenie drugie


Dziewięcioletni Marek zostaje na świecie sam, kiedy jego rodzice giną podczas burzy na morzu. W jego pobliżu nagle pojawia się zapomniana Barbara, siostra ojca. Barbara jest złym i nikczemnym człowiekiem, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój wyznaczony cel. Przejmuje opiekę nad chłopcem i tak zaczyna się ich obustronna nienawiść. Dlaczego Barbara tak bardzo nienawidzi chłopca?
Pewnego dnia w domu pojawia się Panna Marcelina, nauczycielka. Stukot jej laski słyszą wszyscy, zawsze kiedy się zbliża, ale Panna Marcelina potrafi też przemieszczać się niezwykle cicho, jeżeli tego chce. Kim jest ta tajemnicza starsza pani?
Nienawiść pomiędzy Markiem a Barbarą przeradza się w otwartą walkę ale chłopiec jest jeszcze za młody by stanąć z nią oko w oko. Kiedy Marek odkrywa powoli rodzinną tajemnicę, wszystko staje się zagmatwane i wydaje się nierealne. Dodatkowo babcia zwierza mu się ze swojego sekretu o którym nie miał pojęcia. Im więcej się dowiaduje, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że czeka go niezwykłe życie, jeżeli przeżyje, ponieważ grozi mu wielkie niebezpieczeństwo.
Marek wie, że los prowadzi go z powrotem do Mrzeżyna, nad morze, gdzie dojdzie do rzeczy dziwnych i niepojętych dla ludzkiej myśli. Coś czeka na jego pojawienie się a wtedy już nie będzie odwrotu...
Jest jeszcze latarnia morska, jej pojawienie się zmieni wszystko...


czwartek, 21 czerwca 2012

Poszukiwany recenzent mojej książki

Witam,

może znajdzie się osoba chcąca przeczytać moją książkę "Melancholii"? Potrzebowałbym parę recenzji, więc jeśli znajdzie się chętny, proszę o przesłanie e-mejla, od razu prześlę książkę.

Melancholii to historia młodego chłopaka, chcącego odnaleźć życie wieczne. Od dziecka boi się śmierci, dlatego postanawia, że nigdy nie umrze. Pewnego dnia udaje się do lasu, gdzie pojawia się zakapturzona, milcząca postać. Od tamtego dnia już nic nie będzie takie same, teraz wszystko ulegnie zmianie. Jest to pierwsza część trylogii pt W poszukiwaniu ciemnego świata.

Znajdzie się zainteresowany?


środa, 20 czerwca 2012

Rzecz niezwykła


Jakiś czas temu kupowałem w sklepie bukiet czerwonych róż. Przede mną stała zadbana pani w starszym wieku. Popatrzyła na róże a jej twarz zmieniła się, pojaśniała. Kobieta patrzyła na róże jakby przypominały jej jakiś piękny moment z dawnych lat. Tak zmieniła się jej twarz do niepoznania: w oczach starej kobiety dostrzegłem młodą dziewczynę, którą kiedyś była. Jej uśmiech był niezwykły. Kobieta szepnęła coś do mężczyzny w podeszłym wieku, stojącego obok niej. Pokiwał głową z uśmiechem. Zapłacili za zakupy i odeszli. Bez namysłu zapłaciłem za swój towar i pobiegłem za nimi. Dogoniłem ich przed sklepem, wyciągnąłem różę i dałem tej kobiecie. To dla pani, powiedziałem, bo tak pięknie się pani uśmiecha. Zdziwiona kobieta pojaśniała na twarzy, podziękowała i obdarzyła mnie kolejnym uśmiechem, na wagę złota, ponieważ takich uśmiechów nie widuje się każdego dnia. Życzyłem miłego dnia i pobiegłem przed siebie. Do dziś pamiętam jej uśmiech i zawsze przebiega mnie dreszcz. Są uśmiechy, których się bowiem nie zapomina...

wtorek, 19 czerwca 2012

Służące


 Do czytających: nie jest to recenzja filmu!

Jestem świeżo po filmie „Służące”. To jeden z tych magicznych filmów, które pozostają w człowieku jeszcze na długo. To straszne, jak ludzie potrafią traktować innych ludzi, dla mnie to po prostu niewyobrażalne. Czy to naprawdę miało miejsce?

Przesłanie tego filmu jest jasne i oczywiste: wszyscy jesteśmy ludźmi i nie zależy na kolorze skóry. Cierpimy i kochamy tak samo. Jesteśmy jednym tworem, bez różnic. Jak babka piaskowa  z domieszką kakao. Niby dwa różne kolory ale jednak tworzące swoistą całość, która do siebie pasuje.
Jak dla mnie, to wynoszę z tego filmu takie oto trudne pytanie: jak poprosić kogoś o przebaczenie, kiedy jest już na to za późno? To chyba najgorsza z możliwych sytuacji jakie się mogą w życiu przytrafić człowiekowi. Ponieważ ja jestem wyznawcą przebaczenia i zrozumienia, naprawy, nowego narodzenia. Ale jak można tego dokonać, kiedy osoba, która powinna się o tym dowiedzieć, która powinna nas rozgrzeszyć, stać przed nami kiedy my klęczymy i prosimy o przebaczenie, odeszła? I to tam, skąd się już nie wraca...
To najgorsza z możliwych kar, zrozumieć i chcieć błagać o przebaczenie, a nie mieć możliwości. Gdzie wtedy iść i do kogo się zwrócić? Czy da się zapomnieć? Czy da się z tym normalnie żyć?
Jeżeli macie kogoś, kogo kochacie, to powiedzcie mu o tym. Pochwalcie dziecko, pomóżcie siostrze, wesprzyjcie kolegę, pogładźcie matkę po twarzy...
Film jest czasem śmieszny, czasem tragiczny. Z tych wrażliwych z pewnością wyciśnie łzę.

Zwiastun filmu na youtube.

piątek, 8 czerwca 2012

Latarnia morska - rodzi się moje kolejne dziecko.

Piszę nową książkę. Dokładnie już 20 stą! To pierwsza część trylogii zatytuowanej Dziewice morza. I chociaż jeszcze nie wiem jak się zakończy Latarnia morska, to jednak jestem bardzo tego ciekawy. Jestem na początku niezwykle fascynującej drogi!
Po raz pierwszy piszę... inaczej. Spokojnie, delektując się widzianym przed oczyma obrazem. Jakby ktoś malował przede mną pędzlem a ja przelewam na papier widziane malunki. To niesamowite uczucie. Oczywiście jestem w tym spokoju, gdzieś wewnątrz siebie niespokojny, ponieważ odczuwa się potrzebę pisania a jednak czas temu zabrania i dodatkowo należy brać pod uwagę fakt, że piszę jak J.K.Rowling kiedyś, w pracy. Też mnie chcą wylać, jak się dowiedziałem... Coś się dzieje z tą książką. Ten prawdziwy świat przeplatający się z baśnią jest tak fascynujący. Niby domyślam się co będzie dalej, ale jednak mam lekko zaćmiony umysł, ponieważ puzzle tej książki ukazują mi się wyłącznie podczas pisania, wtedy pasują do siebie kawałki porozrzucane gdzieś w mojej głowie. Układam je, bo inaczej się nie da. Czasami jest tak, że kiedy książka zaczyna żyć, krzyczy do ciebie, woła, mówi: napisz mnie, bo inaczej nie zaznasz spokoju. A ja siadam, jak jakiś sterowany przez kogoś robot i piszę. Każdego dnia pytam siebie: co się tam wydarzy? I nie wiem. Wtedy zabieram się za pisanie i nagle: trach! Obrazy zalewają mnie jakbym miał wizje. To wyjątkowa książka, nie mam tutaj żadnych wątpliwości, ta historia sama chce się napisać, potrzebuje tylko moich palców, które spokojnie, czasem z bólem, będą stukały o klawiaturę. Dobra, mówię do siebie, jeżeli chcesz, napiszę cię. I tak powstał Tomasz, jego rodzice, jest bogactwo i przyjaźń, bo bez niej się nie obędzie. Jest Luba, która stoi u jego boku, kiedy nie ma już tych, którzy stać powinni. Nagle pojawiła się okropna Barbara, jak ja jej nie cierpię, perfidna i wyrachowana kobieta. A wczoraj? O Boże, wczoraj byłem zaskoczony, ponieważ w grę weszła Panna Marcelina a ona... tak, ona tak bardzo kogoś Tomaszowi przypomina a niestety nie wie kogo. I jest to najważniejsze, tam, gdzieś za zasłoną przyszłości, jeszcze w morzu ale już kiedyś widziane, to co się okaże jego losem. Będzie źle, będzie tragicznie, miłość przeplecie się z samotnością, bogactwo z biedą i najważniejsze: otworzą się bramy do świata, o jakim śnimy!

sobota, 26 maja 2012

Drzwi do piekła - Maria Nurowska

Moje zafascynowanie Nurowską zaczęło się dokładnie sześć lat temu, kiedy w Czechach w Pradze natrafiłem na jej książkę Listy miłości. Zakupiłem i przeczytałem jednym tchem, w czeskiej wersji oczywiście. I wpadłem w sidła jej talentu!
Tym razem dorwałem książkę Drzwi do piekła. Oczywiście kupiłbym tak czy tak, ponieważ imię autorki mówi samo za siebie i mamy zagwarantowane, że nigdy nie będziemy rozczarowani. Czyli że, jeżeli zapłacimy, otrzymamy coś, z czego będziemy zadowoleni.
Historia Darii wciąga od samego początku: kobieta zabija męża i trafia do kobiecego więzienia w którym poznaje Izę, niezwykłą kobietę. Sceny więzienne przeplatają się ze wspomnieniem życia za murem głównej bohaterki, gdy to autorka pragnie przekazać nam jak i dlaczego do tego doszło.
Od samego początku historia naprawdę wciąga. Opisy więziennych scen są bardzo realistyczne i czasami robiło mi się... powiedzmy, że dziwnie, choć słowo to nie oddaje w żaden sposób moich uczuć a była ich nagle cała gama... Z każdą czytaną stroną chciałem więcej, dlatego częstowałem się kartkami niczym słodkimi czekoladkami Linda, na które pozwalam sobie tylko czasami – z wielką ochotą, wiedząc, że kosztuję coś, co jest naprawdę dobre!
Książka jak zwykle opisuje losy zwykłej a jednak nie tak bardzo zwykłej kobiety (bo przecież chyba te zwykłe nie zabijają swoich partnerów). To co robi Nurowska, robi po prostu znakomicie.
Kolejny raz autorka Panien i wdów, pokazuje że jej warsztat literacki jest jednym z tych ciekawszych w Polsce. Posługuje się świetnym, indywidualnym językiem, po którym możemy ją od razu rozpoznać, co oczywiście jest wielkim plusem.
Z Nurowską jest tak, że kiedy przeczytamy jedną jej książkę, gdzieś wewnątrz odzywa się pragnienie i chęć większego poznania. Jest jak narkotyk. Taki dobry polski narkotyk. Cieszę się, że mamy tak wyjątkowych autorów, ponieważ czytając ich, wierzę, że to wszystko ma jakiś sens...

Szura

wtorek, 24 kwietnia 2012

Szubienica - recenzja mojej książki

Witam,
zapraszam na tego bloga, gdzie znajduje się recenzja do mojej książki Szubienica. To pierwszy tom Sagi o czarownicy, gdzie z sentymentu do Ludzi Lodu, postanowiłem wrócić jeszcze raz do noorweskiego świata roku 1581.


niedziela, 22 kwietnia 2012

Henry James - Dom na placu Waszyngtona

Henry James należy do jednych z moich ulubionych pisarzy. Zawsze sobie mówię, że gdybym miał wybierać sobie mistrza, byłby nim właśnie ten wielki człowiek.
„Dom na placu Waszyngtona” to kolejna powieść w moim zbiorze, na której atrakcyjne wydanie czekałem wiele długich lat. To historia Katarzyny, której matka umiera przy narodzinach. Zajmuje się nią ojciec, bogaty doktor, pan Sloper. Od początku nie pała do córki wielkim rodzicielskim uczuciem. Mamy tu również ciotkę, lubiącą przeinaczać sprawy lub widzieć je w zupełnie innym świetle.
Katarzyna na swoje nieszczęście jest nierozgarnięta, bez urody, powabu i, ogólnie rzecz biorąc, nijaka. Przeciętna szara myszka, która nigdy nie znajdzie sobie męża. Taki los zawsze spotykał te mniej atrakcyjne panny. Pewnego dnia poznaje Maurycego, niezwykle przystojnego młodego chłopaka. Niestety Maurycy nie ma grosza a ojciec z czasem zabrania Katarzynie wychodzić za niego za mąż, grożąc wydziedziczeniem..
I tutaj zaczyna się najciekawszy moment, który nazywam: wielką grą. Ponieważ, jak to bywa w książkach H. Jamesa, bohaterowie zaczynają grać na swoich uczuciach, niektórzy nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Ojciec, nie pamiętając, że sam poślubił bogatą kobietę, zabrania córce związku z kimś, kto, w jego mniemaniu, tylko czyha na jej majątek. Katarzyna niezwykle kocha ojca i jest mu bardzo oddana, ale teraz jej całym światem włada Maurycy, któremu nie udaje się dojść do porozumienia z ojcem. Nakazuje umiłowanej wybrać: albo ojciec, albo ja. Miesza się do tego ciotka Lawinia, ogarniająca starającego matczyną miłością i próbująca za wszelką cenę doprowadzić do związku młodych, jak również pałająca chęcią nieustannego przebywania w obecności Maurycego. Jak możemy sobie zdawać sprawę, największy nacisk z każdej strony zostaje nałożony na biedną, naiwną i prostą Katarzynę, której nie pozostaje nic innego jak przeżyć walkę z samą sobą i narodzić się ponownie, jako zupełnie inna osoba, płacąc za to wysoką cenę.
Przyznam się, że książka pochłonęła mnie w zupełności. Rozdziały są krótkie, co jest dziwnym zjawiskiem u Jamesa, ale sama powieść jest napisana z idealną wręcz dokładnością. Czytając książkę miałam wiele sprzecznych uczuć, a gdybym tam był, to dorwałbym kogoś (osobę mam wytypowaną) i dał po pysku, może większość spraw by to załatwiło a zakończenie okazało się inne. Ale może cały czar tej opowieści jest właśnie w tym zakończeniu?
Książka pokazuje brutalność dawnego świata, gdzie klasy społecznościowe były nie do pokonania, zaś pieniądze wytyczały życiowe ścieżki, rządząc ludźmi każdego rodzaju: i tymi biednymi i bogatymi. Wszystko zawsze kręci się wokół pieniądza.
Henry James to jeden z najwybitniejszych doktorów literackiego fachu. Bezbłędnie i bez sentymentów odkrywa przed nami wszystkie tajniki ludzkiej myśli. Nie ma tutaj możliwości zatajenia czegoś. Autor doskonale operuje swoich bohaterów, rozkładając ich na części bierne od podstaw. Jego spostrzegawczość ludzkiej natury jest oszałamiająca, zaś styl jakim włada to dla mnie styl utracony, dzisiaj nikt mu nie dorównuje i pewnie dorównywać nie będzie. Tylko książki Henry'ego Jamesa mają ten wyjątkowy smak, któremu nie da się oprzeć. Polecam ten soczysty kawałek, bo po „zjedzeniu” z pewnością będziemy syci.

I tutaj zapytanie do Czytelnika tego bloga (może ktoś się znajdzie): czytał ktoś z was tę książkę? Co o niej sądzicie? Co sądzicie o samym autorze? Podzielcie się ze mną swymi uwagami....

piątek, 20 kwietnia 2012

Marcin Brzostowski - Zemsta kobiet

Na Marcina Brzostowskiego wpadłem zupełnie przypadkiem na forum Inkaustus, gdzie zamieścił parę pierwszych rozdziałów jednej ze swoich książek. Po przeczytaniu owego fragmentu, zachwyciłem się pisarzem i stwierdziłem, że należałoby lepiej poznać twórczość człowieka, potrafiącego pisać... hm, inaczej!
          „Zemsta kobiet” to książka wydana jako e-book. Jest to historia inspektora Franco Foga, mającego rozwikłać zagadkę zniknięcia kilku osób.
Autor ma przede wszystkim niesamowite poczucie humoru. Odnoszę wrażenie, że do życia lubi podejść z dystansem a tego również nam potrzeba! Potrafi pisać łatwo i z taką swobodą, że wielu z powodzeniem może zazdrościć mu lekkiego pióra. W książce nie brak śmiesznych scen a imiona bohaterów są dobrane z wyjątkową perfekcyjnością.
Moje serce od razu zyskała Weronika Blanka, ponieważ same imię mówiło mi od początku, że co jak co, ale to jest „kobieta” z klasą.
Plusów tej groteskowej mini-powieści (ponieważ, szanowni Państwo, to jest właśnie groteska) jest wiele. Z pewnością świetna, rzucająca się w oczy okładka (a to dla mnie ważne)! Książka nie jest męcząca i nie jest długa, brak w niej monotonności. Czytając ją nie miałem ochoty na popełnienie Seppuku a to mi się ostatnio często zdarza (patrz Amanda Hocking – Zamieniona). Książka jest napisana dobrym i wyjątkowym stylem autora, jakiego nie znajdziemy u nikogo innego, zaś cena po prostu jest śmiesznie niska, bo kosztuje tylko 7 zł.!
Najważniejsze jednak, to to, że czytając tę świetną książkę, możemy na chwilę wyłączyć wszystkie diody i czytać ze spokojem, dostając w zamian ukontentowanie w postaci śmiechu i dobrego samopoczucia. Polecam każdemu, ponieważ co jak co, ale powinniśmy czytać polskich autorów, a to z takiego zwykłego powodu, że ci mają naprawdę coś do napisania. 
Książka do kupienia na tej stronie!

PS
Jeżeli ludzie czytają takie gnioty robione na siłę przez jakieś amerykańskie pomywaczki domowe w stylu tej całej Hocking, to mam nadzieję, że dają szansę czemuś znacznie lepszemu, co pisane jest z humorem, zgrabnością i przekonuje nas, że wyrobek ten jest dobry, bo polski!

wtorek, 17 kwietnia 2012

Czahary - Maria Rodziewiczówna

Tym razem jestem po lekturze kolejnej książki tej wspaniałej autorki. Powieść bez zadziwień, dla tych znających twórczość Rodziewiczówny. Tym razem jednak historia opowiada o młodej dziewczynie, która postanawia być silną i walczyć sprawiedliwy podział majątku. Nie jest to oczywiście łatwe wyjście z sytuacji, znając tamte czasy i ludzi myślących, że kobieta nie nadaje się do myślenia i robienia rzeczy, które przystoją wyłącznie mężczyznom. Zosia jest jednak twarda, bo już kiedyś dała się raz złamać rodzinie, tym razem kategorycznie mówi: nie.
Autorka wprowadza nas w świat polskiej wsi, zwyczajów i jak to tylko ona potrafi, oprowadza swoimi wyjątkowymi oczami po pięknych Czaharach. Widzimy tam bujną roślinność, prostych ludzi o dobrych sercach, głupiutkie panny, cyników, utracjuszy trwoniących pieniądze, sprytnych Żydów (ci naprawdę byli nieźle w ciemię bici, aż mnie czasem ręka swędziała), wiejskie uroczystości itd. Jesteśmy świadkiem przyjaźni, miłości, mądrości, głupoty a nawet zemsty. Czyli prawdziwe życie toczące się każdego dnia, ale jednak nie takie zwykłe, ponieważ spod pióra tej pani nigdy nie wyszło nic przeciętnego. Niezwykle pięknie jest czytać o zwykłości w tak niezwykły sposób!
Okładka i papier to wielkie atuty książek, krótkie streszczenie na skrzydełku bardzo mi się podoba, ponieważ nie lubię fragmentów, które czasami wydawnictwa wrzucają na książkę, tak jakby te parę zdań miało cokolwiek powiedzieć o fabule. A tu mamy i fragment i krótką zachęcającą notkę. Czyli Świat książki znowu spisał się na medal. Oby więcej takich pozycji.
Ciekawe jest też to, że Rodziewiczówną można czytać ciągle i nigdy nie ma się jej dosyć, przynajmniej ja tak mam. Musiała być niezwykłym człowiekiem, sam zresztą wykorzystałem jej osobę w krótkim fragmencie mojej powieści „Odnaleźć Marlenę”.
Zdecydowanie warto sięgnąć po tę ciekawą historię rodzinną z końca XIX wieku!

niedziela, 8 kwietnia 2012

Boska Rodziewiczówna


Barbara Tryźnianka wciąga, niestety, już od pierwszej strony. Piszę niestety, ponieważ kiedy czytelnik zacznie czytać, nie sposób się oderwać, więc praca i wszystko musi odejść na bok, gdyż ogarnia go gorączka, chęć poznania, dowiedzenia się, jak potoczy się dalej ta oto historia.
Tomek jest utracjuszem, żyjącym na cudzy koszt. Jednego dnia dowiaduje się, że jeśli po dziesięciu latach stanie się człowiekiem, otrzyma pokaźny spadek po swoim nieznanym wuju.
Historia, zdawałoby się, jakich już było wiele. Ale tutaj myliłby się każdy, osądzając to w ten sposób. Nikt nie napisałby bowiem tej opowieści lepiej, niż największa i najwybitniejsza z polskich powieściopisarek – Maria Rodziewiczówna!
Oczarował mnie opis charakterów ludzkich, niezwykła spostrzegawczość autorki, doskonała znajomość zachowań, myśli czy też ogólnego życia tamtych czasów. Autorka z pewnością była świetnym obserwatorem a język pisany jest kunsztowny i jedyny w swoim rodzaju. Idealną scenę Rodziewczówna opisuje w momencie samego oczekiwania na śmierć wujka a następnie już jego śmierci. Mistrzostwo świata! Naśmiałem się i po prostu szeroko otwierałem oczy, przecież napisała to tak prawdziwie, tak dobrze oddała obraz, że miałem wrażenie jakbym błąkał się gdzieś po Zagajach i widział to własnymi oczami. Obraz wsi, oczywiście jak zwykle, przejrzysty i piękny. Wsie w książkach tej autorki to światy umarłe, które teraz można jeszcze spotkać ale niezwykle rzadko. Co mnie tylko martwi, to to, że opisywani bohaterzy (pomimo iż utracjusze, lekkoduchy) to ludzie o wielkich sercach, szlachetni, potrafiący dać z siebie wszystko, idący przez życie zgodnie, często naiwni, dumni, silni i tacy, którzy w dzisiejszym świecie już nie istnieją. To ludzie jak tamte wsie, dawno wymarli. Żałuję bardzo, że nie dane mi było urodzić się w tamtych czasach, zawsze podczas czytania którejś z jej książek mówię sobie: chciałbym mieć takie szlachetne serce, być taki dumny i również naiwny, bo wszystkie te cechy tworzyły generację niezwykłych ludzi. Takich... ludzkich!
Maria Rodziewiczówna bije na głowę wszystkich autorów polskich i światowych! Nie ma sobie równych. Jej książki wydaje wydawnictwo MG w rewelacyjnych okładkach a teraz dołączył się również Świat książki, który już dawniej wydawał jej powieści, ale w niezbyt ładnych oprawach. Dzisiaj oba wydawnictwa zasługują sobie na pochwałę, ponieważ takie książki powinny stać na każdej półce polskiego domu, powinny wyglądać i prezentować się. Bo tylko w nich można poczuć smak i zapach utraconego czasu, świata dawnego. W nich czujemy Polskę!

wtorek, 3 kwietnia 2012

To matka zgotowała im ten los...


Kwiaty na poddaszu czytałem jakieś 15 lat temu, kiedy Świat książki wydał je po raz pierwszy. Książka położyła mnie dosłownie na łopatki. Oczywiście musiałem sięgnąć również po kolejne tomy serii, obok której nie da się przejść obojętnie.
Dziś, mając prawie trzydzieści lat znowu po nią sięgnąłem, dzięki wydawnictwu Świat książki, które zlitowało się nad czytelnikami i wydało je w pięknej szacie graficznej. Zakupiłem od razu i już czekam na kolejne części!
Książka opowiada historię rodziny Dollangangerów. Wszystko zmienia się w momencie śmierci ojca rodziny. Matka nie wiedząc jak sobie poradzić z czwórką dzieci, postanawia wrócić z nimi do rodzinnego domu, z którego jakiś czas temu została wyklęta, ponieważ dopuściła się niegodnych czynów. W wielkiej tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje ukryte na poddaszu, którego nie mogą opuszczać. Matka obiecuje im, że wolność nastąpi już następnego dnia, kiedy powie dziadkowi o ich istnieniu...
Książka nadal zapiera dech, jest niezwykle realnie napisana i czytelnik może odnosić wrażenie, że jest naocznym obserwatorem tragedii, rozgrywającej się na poddaszu.
To historia jednej „głębokiej studni zdrady”. Okrutna babcia, bezuczuciowa matka oraz poddasze. Tajemnica jaką odkrywa najstarszy syn, jest tak porażająca, iż trudno w to wszystko uwierzyć.
Książka daje czytelnikowi wiele do myślenia. Ja sam zastanawiam się, jak taka historia w ogóle mogła zrodzić się w głowie autorki. Ja chyba nie byłbym w stanie tego napisać.
Jak matka mogła im to zrobić? Kim była ta kobieta, że dopuściła do czegoś takiego? Jak mogła tak bardzo się zmienić? Jak mogła stać się tym czym się stała? Bo człowiekiem to ona nie była...
Książka jest jedyna w swoim rodzaju a świadczy o tym zainteresowanie jakie wzbudziła w internecie, natchnienie czytelników oraz ceny w jakie jej stare wydania Kwiatów na poddaszu obrastały na Allegro.
Tu krótki apel do tych sprzedających: czasami o pomstę do nieba woła zdzierstwo tych, którzy bezczelnie chcą za każdą cenę sprzedać starą książkę a do tego zniszczoną jakby przeżyła dwie wojny światowe za cenę stu złotych! Po pierwsze: nikt tego nigdy nie kupił a po drugie, teraz dzięki Bogu mamy nowe tanie wydanie, więc życzę wam abyście te stare sobie sami... no, np. zjedli czy puścili z dymem, bez zarobionej kasy ze sprzedaży. Bo kto się teraz połasi na stare zniszczone badziewie? Rozumiem, że każdy chce zarobić, ale to już była przesada.
Dziękuję wydawnictwu Świat książki, że wysłuchało próśb czytelników, że stanęło na wysokości zadania i że dało nam coś, dzięki czemu cała Polska po prostu zwariowała!
Liczymy nie tylko na dokończenie tej serii ale również na kolejne, bo przecież ta świetna autorka napisała wiele innych, nieznanych polskiemu czytelnikowi serii i powieści...

piątek, 30 marca 2012

Zamieniona? A może raczej "Niepowiedziona"?



O Amandzie Hocking zrobiło się głośno za sprawą miliona sprzedanych e-booków. Nie wiem jak się to autorce udało, ale pewnie wielkie znaczenie miała tutaj niska cena. Okładka książki łapie za oko, historia również, bo to przecież coś nowego, świeżego. Tu szturmem wziął świat Harry Potter, tam znowu rządzą wampiry. Teraz miała przyjść kolej na trole. I po co, pytam się? Bo czytając tę książkę, uważam, że autorce zupełnie się to nie udało. Książka jest napisana tak prosto i banalnie, że podczas czytania nie można odpocząć, czy nawet zrelaksować się, jak to bywało np. na Potterze. Książka kuleje od samego początku. Bohatera jest nijaka niestety i ma denerwującą tendencję do zadawania tępych pytań w stylu: chciałam zapytać, dlaczego, co masz na myśli? To podstawowe pytania, przewijające się przez całą książkę w nieskończoność. Wendy zawsze „chciała o coś zapytać ale...” strasznie to denerwujące i wiadomo od razu, że autorka sama nie wie, jaka powinna tutaj zabrzmieć odpowiedź. Książka szyta grubymi nićmi i aż razi w oczy jej przeciętność. Świat Wendy mnie nie zachwycił bo jest nijaki. Nic się tam nie dzieje, nie ma żadnego napięcia, nie ma po prostu niczego godnego uwagi. O książce świadczy sama bohaterka, która pomimo iż jest młoda i szczupła, to wstydzi się pokazać kawałek swojego brzucha, ponieważ jest obtłuszczony! Totalna porażka autorki.
Książka dobra dla nastolatek, może je oczaruje historia „królewny” z rozczochranymi włosami, chodząca bez butów i głupia jak funt kudeł. Niestety do mnie ten nowoczesny wytwór nie przemawia i żałuję, bo przecież sam pomysł jest świetny a okładka sama w sobie piękna, czyli cała seria może na półce wyglądać ciekawie. Niestety u mnie na półce tej serii zabraknie. Nie żałuję wyrzuconych na książkę pieniędzy, bo przynajmniej wiem jak bardzo nijaki to nowoczesny i przereklamowany bubel. Książka w sam raz wypowiada się o dzisiejszym społeczeństwie amerykańskim. Ale mówię głośno  i wyraźnie: nie wszystko co amerykańskie musi być od razu dobre. Czytajmy lepiej polskich autorów: Piter Murphy czy Marcin Brzostowski (tak, robię im reklamę bo są świetni!). Znajdziemy tam z pewnością bogatsze słownictwo a już na pewno ciekawsze historie, które mają w sobie to coś. Zresztą Polacy zawsze według mnie stawiali wysoko poprzeczki, tylko ciężej się im było przebić.
I w tym miejscu pozwolę zrobić sobie reklamę. Napisałem książkę, która według niektórych osob jest o niebo lepsza od takiej Hocking. Nie wiem, czy uda mi się tę ksiażkę wydać, bo dopiero zamierzam wysłać ją do wydawnictw, i boję się tego długiego oczekiwania na odpowiedź. Ale wierzę, że warto, bo jak może dobrze sprzedawać się amerykański bubel, tak samo ma szanse polski wyrobek opisujący jeszcze lepszą historię niż świat pustych królewienek bez butów w nieskończoność zadających bezsensowne pytania: dlaczego, co przez to chcesz powiedzieć?! Uda mi się? Jeżeli nie, to przynajmniej uda mi się skoczyć z mostu! Pozdrawiam.
PS.
Zupełnie rozumiem pana Raczka, jeżeli wypowiadał się o tym słynnym teraz w Polsce filmie. Gdybym miał swoje wydawnictwo to przy każdym zamówieniu i podaniu hasła Zamieniona-bubel, wysyłałbym książki innych autorów za pół ceny!
Ta książka to jest PORAŻKA!

wtorek, 27 marca 2012

Samotność w sieci? Dla kogo to zostało napisane?


Od paru lat zabierałem się za czytanie tej książki. Dużo się o niej mówiło i pisało, wielu ludzi mi ją polecało. Kupiłem więc najnowsze wydanie za prawie 45 złoty, bo kiedy kupuję książkę, nie liczy się dla mnie cena, musi też wyglądać a właśnie wyszło piękne nowe wydanie Świata książki. Zacząłem czytać i... odłożyłem ją na jakiś tydzień. Po tygodniu znowu po nią sięgnąłem, zmuszony wydanymi pieniędzmi i sławą książki. Musiałem się zmuszać tydzień do przeczytania, niestety nawet po przeczytaniu nie rozumiem tego całego dziwacznego szumu, jaki powstał wokół książki. Nie jestem żadnym krytykiem. Nie wyszukuję też książek idealnych a takich, które mają to magiczne coś. Może właśnie dlatego, że ta książka idealną się być wydaje, nie powaliła mnie na kolana a tego od niej oczekwiałem. Zbyt długo ciągnęły się opisywania niepotrzebnych scen. Gdyby autor chciał, mógłby tak pisać w nieskończoność, zauważyłem też, że ma świetne predyspozycje do napisania nowego polskiego serialu.
Książka ma w sobie świetne momenty, i jeżeli czytelnik chociaż trochę jest wrażliwy, z pewnością zaleje się łzami, dlatego może też dla tych momentów warto tę książkę przeczytać. Jednak autor niszczy owe momenty zbyt monotonnym i długim opisywaniem, jak dla mnie, zupełnie niepotrzebnym. Chylę głowę przed autorem, ponieważ opisywanie tego wszystkiego wymaga nie tylko umiejętności pisania ale także należy mieć nieprzeciętną głowę i wielką inteligencję. Ale czytałem wiele innych, lepszych książek i jeżeli ktoś chciałby sobie popłakać to polecam klasykę, np. Trędowatą.
Więc na końcu napiszę tak: książka przeznaczona dla tych panienek, które są zakompleksione i chcą być tak bardzo kochane przez swojego faceta, aby ten zadawał im pytania w stylu: jakie to uczucie, kiedy masz w sobie włożonego tampona. Rozumiem, że każda taka osoba po przeczytaniu od razu zakocha się w książce, autorze czy sąsiedzie i poleją się potoki niepowstrzymanych łez. Ale mnie osobiście to nie odpowiada i nie polecam żadnemu facetowi, ponieważ raczej nie spełni jego oczekiwań.
Jedynym naprawdę mocnym atutem książki jest jej zakończenie, ukazujące nam jak postępuje kobieta wykorzystująca w życiu swój złożony umysł, nigdy nie zrozumiany przez mężczyznę oraz jak bardzo drugi człowiek potrafi nas zranić, zabrać nam duszę i popchnąć do kroków ostatecznych.

wtorek, 6 marca 2012

Chleb z suszonymi pomidorami

Na ten przepis natrafiłem na czeskim webie Idnes.cz. Wypróbowałem i... zakochałem się w smaku tego chleba. Przetłumaczyłem, trochę go ulepszyłem i zmieniłem, więc można bez przeszkód zabierać się do roboty!

 
Czas przygotowania: 15 minut + pieczenie 50 – 60 minut
Składniki na 1 chleb:

·                                 600 g mąki
·                                 2 łyżeczki soli
·                                 1 proszek do pieczenia
·                                 2 łyżeczki ziół prowansalskich
·                                 500 ml kefiru
·                                 4 jajka
·                                 2 łyżeczki przecieru pomidorowego
·                                 4 łyżki oliwowego oleju
·                                 20 g pokrojonych suszonych pomidorów + parę pomidorków na górę chleba
·                                 40 g tartego parmezanu

1. Piekarnik nagrzejemy do 180°C.
2. Do miski przesiejemy mąkę, proszek do pieczenia, sól i zioła prowansalskie. Do drugiej miseczki wlejemy jogurt, dodamy przecier pomidorowy, olej i jajka.
3. Wszystko przemieszamy i połączymy ze sobą. Na koniec wmieszamy suszone pomidory i połowę parmezanu.
4. Formę na chleb wyłożymy papierem do pieczenia i wlejemy do niej ciasto. Na chleb ułożymy parę dodatkowych suszonych pomidorów oraz posypiemy go pozostałym parmezanem. 
5. Pieczemy od 50 do 60 minut. Pod koniec pieczenia należy skontrolować wykałaczką, czy czasem chleb nie jest już upieczony.
Typ: aby chleb lepiej wyglądał i smakował, można go dodatkowo przed pieczeniem posypać ziołami prowansalskimi.

środa, 29 lutego 2012

E-book roku. Głosowanie!

Zapraszam do głosowania na mojego e-booka.TUTAJ

"Bo moje siostry" opowiada historię młodego mężczyzny, przekreślonego przez los jeszcze... przed urodzeniem. Przyszedł na świat w ludzkim bagnie, w nim się wychowywał i nigdy tak naprawdę nie udało mu się z niego wygrzebać. Czy to z powodu rodzinnego naznaczenia, braku miłości, czy też wrodzonego zła, które tylko czeka, by podnieść łeb i ugryźć, staje się człowiekiem odrzuconym i samotnym. To opowieść mężczyzny wychowanego w rodzinie alkoholików, poniewieranego przez pięć starszych sióstr, które wini za swoje wszystkie nieszczęścia i złe wybory. Ale to on, własnymi rękami, niszczył miłość i rodzinę, które mogły stać się jego ratunkiem. Historia inspirowana zdarzeniami prawdziwymi, która nadal trwa i czeka na swoje zakończenie.

Trailer do e-booka znajduje sięTUTAJ

piątek, 24 lutego 2012

Weltbild Polska | Konkurs Kwiaty na poddaszu

Witam i zapraszam wszystkich do świetnego konkursu organizowanego przez Weltbild a dotyczącego niezwykłej książki Kwiaty na poddaszu! Można wygrać 500 zł lub drugą część sagi, więc gra jest warta świeczki!

Dodatkowo można zagłosować na moją recenzję, więc jeżeli znajdzie się chętny a recenzja mu się spodoba, to proszę kliknąć w odpowiednie okienko Tutaj

czwartek, 16 lutego 2012

Ogier - Jackie Collins


Tę książkę zakupiłem za zawrotną cenę 1 zł na Allegro. Jako początkujący pisarz chciałem wiedzieć, czym zasłynęła znana pisarka (wcześniej wydała „Świat jest pełen żonatych mężczyzn”). Z racji tego, że jedna z ikon kina i tym samym moja ulubiona aktorka Joan Collins, siostra Jackie, zagrała w filmie na podstawie tejże książki, który spotkał się z wielkim zainteresowaniem, po prostu musiałem dorwać „Ogiera”.
Wyszukałem najlepiej zachowaną książkę i oto czytam. Spotkałem się już wiele razy z twórczością tej autorki, ale „Ogier” od samego początku wydał mi się dziwny. I nie dlatego żeby historia była daremna, bo wszystko tutaj jest, jak to u pani Collins bywa, w porządku. To, co mnie tutaj denerwuje, to albo niezbyt jeszcze wyrobiony styl pisarki, albo (w co wierzę bardziej) totalnie złe tlumaczenie! Książka była wydana w roku 1991 ale wydawnictwo raczej nie strzeliło w dziesiątke z tłumaczem, ponieważ książka od samego początku wydaje się drętwa i językowo kuleje od pierwszej strony.
Książka bardzo dobra, opisuje losy prawdziwego samca, ogiera pałętającego się od jednego damskiego rozkorku do drugiego. Obrzucanie się tutaj epitetami i obelgami jest, jak to w jej książkach bywa, na porządku dziennym. Mnie to zawsze rozśmiesza. Autorka bardzo dobrze potrafi oddać amerykański świat tamtych czasów, i nie ma się czemu dziwić, bo jak sama mówi, historie opisane w jej książkach, są prawdziwe.
Poczekam na jakieś lepsze wydanie książki a tym samym polecam po sięgnięcie raczej nowszych książek, gdzie niedoskonałość tlumaczenia nie będzie biła po oczach.

Ogier - Jackie Collins

środa, 15 lutego 2012

Edyta Górniak - My

Edyta Górniak po pięcioletniej przerwie 14 lutego wydała płytę! Może nie byłoby w tym nic dziwnego bo wypuszczanie na rynek płyt to dla gwiazd przecież codzienność. Ale tutaj jest jedna uwaga: ta płyta jest tak inna od wszystkiego co dotąd znaliśmy od Edyty Górniak, że z pewnością będzie o niej głośno nie tylko w Polsce ale również na całym świecie. Otóż płyta jest sama w sobie idealna, nowe brzmienia, żywa, porywająca muzyka oraz spokojne piosenki zapadające w serce. Ta płyta ma w sobie siłę a tylko najbliższe miesiące pokażą, że znajduje się na niej wiele mega wypasionych hitów, które mają szansę na podbicie hitparad całego świata!
W jednej z piosenek Edyta śpiewa "obudźcie mnie", ale myślę, że ona właśnie teraz dopiero się obudziła! Żadnych coverów, żadnego gniota tam nie znajdziemy. Edyta odżyła, ukazuje nam jak świetnie radzi sobie w trudnych piosenkach i jak potrafi poruszać się po genialnym świecie muzyki, który dla większości polskich gwiazd nigdy nie będzie doścignionym.
Polecam każdemu. Z pewnością nawet ci zagorzali przeciwnicy Edyty zmienią zdanie.
Ta płyta powinna nosić nazwę Tatuaż, ponieważ Gwiazda tatuuje w naszych duszach swoje przesłanie od początku do końca. Po jej przesłuchaniu pozostanie ślad. Jak po tatuażu...

niedziela, 12 lutego 2012

Byłaś dla mnie wszystkim! Żegnaj Whitney...

Była dla mnie wszystkim. To od niej i jej piosenki "I will always love you" wszystko się zaczęło, moja miłość do niej i do muzyki. Jedynie ona potrafiła wzruszać człowieka do łez i do serca, do mojego, przelewać miłość i dobrą energię płynącą z jej muzyki. Nigdy nie myślałem, że taka informacja dogoni mnie pewnego ranka, gdy Ona, taka młoda, nagle nam odejdzie. Zniknie...
Jedna z moich ulubionych piosenek, gdzie Whitney wygląda anielsko, bo przecież takim aniołem była dla mnie przez całe moje życie.
http://www.youtube.com/watch?v=h9rCobRl-ng&ob=av2e

Pragnąłęm chociaż raz ją zobaczyć na żywo, planowałem właśnie teraz. I nie udało się...
I jak teraz żyć, kiedy odeszłaś? Jak zrozumieć? Jak się pogodzić.

Dziękuję Ci za wszystko, Whitney!

sobota, 11 lutego 2012

Darmowy e-book z moją opowieścią!

13 pisarzy! I jedyne w swoim rodzaju opowieści o miłości!
E-book ten powstał specjalnie z okazji zbliżających się się walentynek i można go za darmo pobrać w sieci! Jedna z opowieści to moje "Oczy szeroko otwarte". Miłość można spotkać wszędzie, nawet na cmentarzu! Polecam.

Dodatkowo na stronie http://slodko-gorzko.eu/ moża nie tylko pobrać e-booka ale również wziąć udział w konkursie!

Bezpośredni link do e-booka na RW2010, wydawcy:
http://www.rw2010.pl/go.live.php/PL-H6/przegladaj/SMjgz/slodko-gorzko-opowiadania-o-milosci.html?title=S%C5%82odko%20gorzko.%20Opowiadania%20o%20mi%C5%82o%C5%9Bci

piątek, 10 lutego 2012

E-book roku 2011

Mój e-book bierze udział w konkursie E-book roku 2011!
Od 14 lutego będzie można na niego głosować na stronie:

http://ebookroku.pl/bo-moje-siostry-andrzej-paczkowski/

Zastanawiam się który e-book wygra, bo konkurencja jest wielka!

czwartek, 9 lutego 2012

Wisława Szymborska

Dokładnie w dzień śmierci Wisławy Szymborskiej zakupiłem ten wspaniały zestaw wydawnictwa Agora: 3 CD + DVD + książka. Pakiet czeka na mnie w Polsce, w domu. Jestem ciekawy i jednocześnie boję się bo wiem, że kiedy usłyszę ten głos...
Dzięki Bogu było mi dane spotkać tego wielkiego człowieka dwa lata temu w Pradze! Pani Wisława odczytała parę ze swoich wierszy, już wtedy była słaba i nie było mowy o podpisywaniu wierszy. A jednak po zakończeniu, jakże wielkie było nasze zdziwienie, kiedy usłyszeliśmy głos zapawiadający, że Szymborska zgodziła się podpisywać książki! I tym sposobem podpisała się również mnie... to wspomnienie i jej widok na zawsze pozostanie w moim sercu...

Weltbild Polska - Konkurs walentynkowy

Weltbild na swojej stronie oferuje konkurs w którym można wygrać wycieczkę do Paryża, lub kufer pełen książek! To z pewnością nie lada gratka dla miłośników czytania! Udział można wziąć poprzez facebook. Jeżeli zaś chodzi o zadanie konkursowe to: należy napisać krótki wiersz lub sentencję o miłości!
Ja już udział wziąłem i czekam z nadzieją na kufer. Teraz czas na Was! Trzymam kciuki!

środa, 8 lutego 2012

Agatha Christie - kolejne morderstwo...

Jestem w trakcie czytania książki jednej z moich ulubionych pisarek Agathy Christe - Morderstwo w Mezopotamii. Tym razem zostaje zamordowane żona szefa ekspedycji archeologicznej prowadzącej wykopaliska w Mezopotamii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ofiara została znaleziona w zamkniętym od wewnątrz pokoju!
Zabiła się sama?
To już 19 tom ze wspaniałej serii wydawniczej Hachette (z wydanych 86-ciu tomów!), której niestety, nie udało mi się uzbierać w całości... Brak mi około 50 tomów, ale na Allegro stopniowo pojawiają się kolejne tomy, więc pewnie za parę lat uda mi się uzbierać całość!

No dobra: więc kto zabił tę starchliwą kobietę? Był to jej nieżyjący mąż? Jakiś maniak z grupy ekspedycyjnej? A może ona sama tak to zaplanowała? Za każdym razem bawię się w typowanie mordercy i jeszcze nigdy nie udało mi się trafić w dziesiątkę! Może dlatego, że poderzewam każdego... bo przecież każdy może stać się mordercą w takich książkach.

To niezwykła podróż po świecie Agathy Christie!

wtorek, 7 lutego 2012

Pierwszy wpis: założyłem bloga!

A więc dałem się namówić i założyłem swojego bloga, mając nadzieję, że może na tę stronkę spojrzy raz na jakiś czas... przynajmniej moja mama :-). Prziecież rodziców interesuje czym zajmują się ich dzieci w jakiejkolwiek kategorii wiekowej i... wagowej.
Dlatego, jeżeli jesteś moją mamą, to cieszę się, że tu zaglądasz. Jeżeli moją mamą nie jesteś (zawsze możesz się nią stać!), to raczę Ci powiedzieć, że miło mi w dwójnasob, że tutaj zabłądziłeś. Mam nadzieję, że znajdziesz tu z czasem coś ciekawego.